Warto mądrze inwestować w dzieci już od najmłodszych lat

Dzieci chcą ruchu – bez wyjątku. Chcą, bo wiedzą, że go potrzebują, bo tak są zaprogramowane. Całą robotę psują rodzice pragnący wychować mistrza. Takiego, którym sami nie zostali z reguły przez swoje lenistwo, bo przecież możliwości ruchowych, podwórek czy trawników nam niegdyś nie brakowało. Pchają dzieci gdzie się da, z jednej sekcji na drugą i tak 6 dni w tygodniu. A od przybytku boli nie tylko głowa – zaczynają się kontuzje i zniechęcenie, czy wręcz znudzenie, wstręt do sportu.

Podstawowy błąd w usportowieniu dziecka to zaspakajanie swoich kiedyś niespełnionych ambicji. Przykład: „Jan chciał być piłkarzem. Nawet kopał gdzieś tą piłkę, więc mały Jasio musi nim zostać, no przecież taka to rodzinna tradycja”. Ograniczamy rozwój dziecka, które – znając wyłącznie daną dyscyplinę – stwierdzi, że ruch mu się jednak nie podoba.

Jak wyczuć predyspozycje dziecka do danej dyscypliny?

A no sprawa banalna – należy podziałać w dwóch aspektach:
1. Zacznij od treningów ogólnorozwojowych
Nie pamiętam fajniejszych lekcji W-F w podstawówce niż wyścigów rzędów! Rywalizacja, możliwość zaprezentowania swoich mocnych stron… I o te mocne strony chodzi!!! Dobry trener, który „dostanie” dziecko pod opiekę nie pcha go koniecznie do kopania przysłowiowej piłki czy nie rzuca do wody każąc przepłynąć określoną liczbę długości basenu, lecz podczas ćwiczeń ogólnorozwojowych stara się wyłapać pewne cechy motoryczne, które dziecko ma zapisane w genach i albo lepiej skacze albo wyżej a może jest bardziej gibkie czy zwinne. Znając te cechy, z którymi nasz przyszły zawodnik się urodził, możemy już wstępnie określić, które zajęcia czy sekcje sportowe będą go rozwijały i w jakim kierunku.

Jeśli podczas wspomnianych wyścigów rzędów czy toru przeszkód widzimy, że dziecko doskonale radzi sobie z kozłowaniem piłką w slalomie czy super szybko pokonuje wymyślone przez nas przeszkody terenowe, wiemy czy choćby możemy przypuszczać, że dana osoba ma zadatki na koszykarza, szczypiornistę czy lekkoatletę. I co z tego, że ojciec jest niski i w życiu nie dorzucił do kosza? Syn może być doskonałym rozgrywającym nawet przy 150cm wzrostu! Wystarczy, że złapie bakcyla podczas tego rodzaju aktywności ruchowej.

2. Pokaż dziecku 10 różnych dyscyplin i pozwól, by samo wybrało tę, w której będzie się chciało sprawdzić.
Weź dziecko na mecz, stadion czy trening piłkarski. Innego dnia pojedź na zawody pływackie, pokaż dziecku biegaczy narciarskich i bieg sztafetowy – wytłumacz mu siedząc z nim na trybunach co się w danej chwili dzieje, co oni tam robią i po co? Opowiedz o tym jaką precyzją trzeba wykazać się podczas przekazywania pałeczki sztafetowej czy jaką dokładnością podczas nawrotu w wodzie. Opowiedz jak Ronaldo czy Messi zaczynali swoją wielką karierę piłkarską, powiedz jaką TY – RODZIC grałeś piłką i ile lat jedną. Mów, opowiadaj i pozwól dziecku oglądać mecz czy olimpiadę. Zaprowadź go na spotkanie ze znanym sportowcem a przede wszystkim nie kupuj mu płetw zanim nie wejdziesz z nim do wody! Pamiętaj jedno: jeśli zrazisz malucha na starcie swoją niespełnioną ambicją, to bądź pewien jednego – dziecko wybierze bezpieczny fotel w domowym zaciszu.

Kończąc temat…

Do niczego nie namawiam lecz zachęcam. Przede wszystkim do większego spokoju w wyborze aktywności ruchowej. Nie na łatwiznę, „bo tam trenują moi koledzy”. Jeśli chcesz, by dziecko zaraziło się ruchem podejdź do tematu jak profesjonalista albo poproś o pomoc – chętnie się tym zajmiemy!

Paweł Rożniatowski
mrg wychowania fizycznego, FKA TEAM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *